O serii ataków młodzieży w polskich szkołach dowiedziałam się od chłopca, z którym pracuję w gabinecie. Moją pierwszą reakcją było niedowierzanie – „jak to?! Nie, to chyba przesada, po prostu społeczna panika oparta na fakenewsach”. Ale kolejne policyjne doniesienia tylko urealniały obraz poważnego problemu. Wiele osób (w tym ja) zadaje sobie pytanie „dlaczego to się dzieje? Skąd aż taka agresja u nastolatków?”. Można przeczytać wiele różnych koncepcji (w większości nieprawdziwych i szkodliwych) na ten temat w sekcjach komentarzy. Nie jest moją rolą mówić o przyczynach i motywach tych konkretnych ataków – tym zajmują się organy ścigania i instytucje rządowe. Ja natomiast chcę się podzielić własnymi obserwacjami z pracy z młodzieżą i rodzinami w gabinecie psychoterapeuty, gdy mamy do czynienia z zachowaniami agresywnymi oraz psychoterapeutycznym rozumieniem takich zachowań.
Agresja u nastolatków. Czy winne jest bezstresowe wychowanie?
To popularne określenie „bezstresowe wychowanie” w psychoterapii może mieć swoje odzwierciedlenie m.in. w braku granic czy dyscypliny w wychowaniu dzieci. Jednak nie mam tu na myśli braku „tradycyjnych” metod, takich jak karcenie, które są już od dawna zabronione prawnie.
W rodzinach, w których nie ma spójnego przywództwa rodzicielskiego, brakuje jasnych ram działania, w obrębie których młody człowiek może się poruszać, następuje równie zaburzone poczucie bezpieczeństwa jak w przypadku przemocy domowej. Nastolatki zostawione same sobie, wciągane w konflikty rodzicielskie, obarczone odpowiedzialnością nieadekwatną do ich możliwości (pocieszyciel rodzica, doradca, osoba decyzyjna w rodzinie) nie dają sobie z tym rady psychicznie.
Przeciążenie emocjonalne może doprowadzać młodego człowieka do wrogiej postawy względem opiekunów. Nieświadomą próbą przywrócenia hierarchii i równowagi w rodzinie jest testowanie granic, sprawdzanie czy dorosły w ogóle zauważy, że dzieje się coś złego. Istotna jest potrzeba, która się za tym kryje i komunikat do rodziców: „Nie chcę być odpowiedzialny za to co się dzieje w domu. Nie chcę decydować i brać na barki dorosłych problemów. To wasza rola, więc ogarnijcie się, weźcie za to odpowiedzialność. Zobaczcie, że nadal jestem dzieckiem i potrzebuję opieki. Chcę czuć, że naprawdę mnie zauważacie i obchodzi was to co robię i co się ze mną dzieje”.
Przemoc rodzi przemoc
Zadziwiające jest to, jak na większość problemów z zachowaniem dzieci czy młodzieży, widzi się jedno konkretne remedium – autorytarne i przemocowe wychowanie. Tymczasem jest wprost odwrotnie.
Młodzież, od której oczekuje się totalnego podporządkowania i rezygnacji z własnych potrzeb, która nieustannie poddawana jest krytyce i surowym karom, obserwuje awantury domowe, bywa latami rozregulowana psychicznie i agresja u nastolatków narasta.
W rodzinach przemocowych są dwa główne sposoby funkcjonowania – dominacja i uległość. Kiedy nastolatek orientuje się, że tak być nie powinno, że dorośli zachowują się źle – krzywdzą i nie chronią przed krzywdą, chce zmienić ten stan rzeczy. Jak? W momencie silnej frustracji i wściekłości na własną sytuację, sięga po radykalne środki. Właśnie takie jakie zna z domu – przemoc, agresję. Nie zawsze jednak od razu porywa się na zdetronizowanie rodzinnego tyrana. Dużo wcześniej problem ten jest sygnalizowany w relacjach rówieśniczych, w zachowaniach względem nauczycieli.
więcej na ten temat możesz przeczytać we wpisie Jakie znaczenie ma wychowanie? Część 1. PRZEMOC
Tak samo i w tej sytuacji nastolatek zwraca uwagę na swoje potrzeby i próbuje przemówić do dorosłych: „Nie chcę się czuć słaby. Nie chcę być bezradną i upokorzoną ofiarą. Nikt więcej nie będzie mnie krzywdzić, więcej cierpienia już nie zniosę. Dorosłym nie można ufać, mają mnie gdzieś, więc sam muszę walczyć o siebie”
Realne problemy dzisiejszej młodzieży
Brak wsparcia
Dorastanie to wiek, w którym akceptacja rodzica nie jest już najważniejsza. Największe znaczenie mają relacje budowane z rówieśnikami. I to jest naturalny, potrzebny proces by w dorosłości możliwe było odłączenie się od rodziny i założenie własnej, życie na własny rachunek. Z tym, że emocjonalne odłączenie od rodziny dzieje się o wiele za wcześnie. Brak właściwej opieki i nadzoru ze strony bliskich dorosłych sprawia, że młodzież nie ma do kogo zwrócić się w problemach, nie umie sięgać po pomoc, bo obserwuje wzorzec, że każdy musi z własnymi problemami radzić sobie sam.
Zatrważające jest dla mnie to, o jak wielu istotnych sprawach dzieciaki nie mówią nikomu. I to nie dlatego, że spotkają ich nieprzyjemne konsekwencje, ale dlatego, że rodzice są niedostępni – fizycznie często ich nie ma w domu, są tak wymęczeni pracą i obowiązkami, że nie mają siły na rozmowy z dziećmi. Trzeba jeszcze zaznaczyć emocjonalną niedostępność rodziców, którzy nie dają wsparcia i opieki własnym dzieciom. Po czym to można poznać?
- problemy młodzieży traktują powierzchownie i bagatelizują je, zrzucają na chwilowe fanaberie/modę, diagnozę ADHD czy autyzmu, potrzebę „wyszumienia się”, tłumaczą alarmujące sygnały jako coś normalnego – „dokucza ci? To pewnie cię podrywa”, „robi ci na złość? jest zazdrosny”, „nauczyciel się uwziął, bo się nie starasz”,
- nie rozumieją świata młodych ludzi i nakładają na niego swoje dorosłe filtry: „za parę lat o tym zapomnisz”, „to nie jest ważne, najważniejsze jest…”, „jak dorośniesz to się przekonasz” czy własne doświadczenia „ja miałam inaczej”, „też tak miałam i to nie jest koniec świata”.
- nie potrafią towarzyszyć w przeżywaniu trudnego czasu i nieprzyjemnych emocji bez udzielania kazań.
Nastolatek pozostawiony sam z problemami, nie dostając pomocy i nie mając dobrego przykładu co robić, sięga po intuicyjne metody – polega na automatycznych impulsach. Co nam komunikuje? „Chcę by ten problem się skończył. Muszę się go szybko pozbyć. Chcę by wszyscy dali mi spokój, odwalili się ode mnie skoro nie pomagają”. Tak więc agresja u nastolatków może być sposobem na poradzenie sobie z problemami. Dokładnie tak, jak ze stresem radzą sobie wszyscy ludzie – reakcją walki, ucieczki czy zamrożenia.
Osamotnienie
Najczęstszy wniosek jaki wyciągam z rozmów z młodzieżą, to ich dojmujące poczucie osamotnienia, niezrozumienia, brak poczucia wpływu na własne życie. Czują się nieważni, niewidziani, nieatrakcyjni dla grupy rówieśniczej. Czasami wręcz desperacko poszukują akceptacji, przyjaźni, potwierdzenia swojej wartości. Chcą być tacy jak inni, szczególnie jak ci lubiani i najbardziej popularni.
Agresywne zachowania mogą więc wynikać z bólu odrzucenia, upokorzenia, etykiet których młody człowiek nie jest w stanie od siebie odkleić, a przylgnęły do niego z powodu popełnionych błędów, niezręcznego zachowania, niewpisywania się w trendy. Takim zachowaniem nastolatek krzyczy do innych: „Skoro mnie nie chcecie, zadajecie mi ból, to ja wam oddam. Zobaczcie jak wygląda cierpienie. Nie będzie mi was żal, bo nie jesteście dla mnie ważni. Nie zwracaliście na mnie uwagi, to teraz w końcu mnie zauważycie”.
Presja rodziców i szkoły
Presja płynie zewsząd – dorosłych, rówieśników, mediów społecznościowych. Rodzice czy nauczyciele naciskają na osiągnięcia szkolne, niesprawianie problemów, spełnianie ich oczekiwań. Wiele nastoletnich pacjentów skarży się na to, że rodzice stawiają wysoko poprzeczkę, są często rozczarowani, karzą za oceny niższe niż 4. Niektórzy nauczyciele przeżywani są jako niesprawiedliwi, nakręcający rywalizację i konflikty rówieśnicze, nadmiernie wymagający i czepliwi, nierespektujący ograniczeń i zaleceń np. z orzeczeń. Uczniowie sprawiający trudności są nieustannie na świeczniku, a każdy ich ruch jest oceniany a nierzadko też wyolbrzymiany. Rozliczani są w większości za złe zachowanie a dobre uczynki nie są zauważane i doceniane, więc tracą motywację by zmieniać swoje postępowanie.
Czasami jak słucham młodzieży, odnoszę wrażenie, że gdyby to przenieść na świat dorosłych, ocenilibyśmy to co się dzieje jako mobbing. Ale gdy mówimy o osobach nieletnich i szkole nazywamy to „wychowaniem trudnej młodzieży”. Agresja u nastolatków bywa sprowokowana właśnie takim przyparciem do muru.
No więc taki młody zbuntowany człowiek mówi nam, że: „Dobre zachowanie się nie opłaci. Jestem zły i nigdy tego nie zmienię, więc nie ma sensu się starać. Dorośli nic o mnie nie wiedzą, a uważają że wiedzą wszystko najlepiej. Nie mam do nich zaufania i nie są dla mnie żadnym wzorem do naśladowania. Nie chcę być zakłamany jak oni. Będę dalej robić swoje. Najważniejsze by nikt nie naskarżył, żeby nie było więcej problemów”.
Manipulacja społeczna
Młodzież nie jest wyposażona w umiejętność weryfikowania informacji. Ba! Nawet dorośli nieustannie dają się zmanipulować i robić czy myśleć dokładnie tak, jak inni chcą. Historia pokazuje, że było wiele głośnych akcji podżegania młodzieży do szkodliwych zachowań m.in. Pro-ana, „niebieski wieloryb”, blackout challenge, trainsurfing.
Osoby podżegające wykorzystują niedojrzałość emocjonalną, potrzebę przynależności do grupy, chęć bycia wyjątkowym czy potrzebę stymulacji. Werbują młodych ludzi podatnych na wpływ. Najpierw uwodzą, kuszą, zachęcają atrakcyjną tajną grupą. Dają ciekawe zadania do realizacji, jak w grze na żywo, nagradzają za ich wykonanie. Poziom trudności zadań rośnie. Gdy nie chcesz ich wykonać, grożą odrzuceniem (obśmianie, wytykanie „słabości”, wyrzucenie z grupy), jeszcze bardziej wikłając swoje ofiary. W dalszym kroku pojawia się szantaż ujawnieniem wszystkich dotychczasowych występkow.
Są to skrajne przypadki, ale wszelkiego rodzaju viralowe akcje na tik toku są na porządku dziennym. Dzieciaki przyłączają się do tych akcji, by zyskać to, co dla nich cenne – popularność, podziw, przeżycia. Ktoś tak robi i nie dzieje się nic złego = można tak robić.
Potem my dorośli, jesteśmy zdruzgotani słysząc, że „to miał być tylko żart”. I rzeczywiście w internetowym świecie młodzieży wiele takich zachowań jest podawane innym jako „żart”, „trend”, bo brakuje przewidywania konsekwencji i myślenia o perspektywie drugiego człowieka. W wieku nastoletnim impulsywność, nieumiejętność myślenia abstrakcyjnego, egocentryzm są jeszcze typowe. To właśnie moment, gdzie „wyższe” zdolności rozumowania i społeczne są w trakcie rozwijania się. Czy agresja u nastolatków może nie mieć świadomej intencji skrzywdzenia innych? Tak i zazwyczaj właśnie tak jest.
Co młodzież chce nam powiedzieć przez takie agresywne viralowe akcje? „Potrzebujemy kogoś kto poprowadzi nas przez meandry tego, co jest dobre a co złe. Chcemy mieć autorytety, które poświęcają nam uwagę i dają sposoby na to co robić by czuć się wartościowym i lubianym”.
. . .
Powyższe przyczyny nie są wyjaśnieniem całego zła tego świata płynącego od młodych ludzi. Oczywiście mamy również do czynienia z procesami demoralizacji, czy dziecięcą psychopatią. Natomiast nie wszystkie działania młodzieży można wyjaśniać tym, że są z gruntu źli. Nikt nie jest temu jednoznacznie winien. Kryzys dotyczący zdrowia psychicznego i dobrostanu dzieci czy rodziny trwa już od dłuższego czasu i jest wieloczynnikowy. Brutalna agresja u nastolatków, jaką obserwujemy teraz może być tego efektem i może ma nas zmusić do konkretnych działań profilaktycznych. Chcę by tak właśnie ta sprawa została potraktowana. Zamiast siać panikę czy sensację, powinniśmy skupić się na merytorycznym dialogu. Chodzi o to, by unikać strachu przed innymi ludźmi w przestrzeni publicznej. Ważne też, by powstrzymać wściekłość skierowaną na młode pokolenie, rodziców czy szkołę. Sprawa ta nie może również służyć nagonce politycznej ani tworzeniu teorii spiskowych.
Agresja wśród młodych ludzi była, jest i najprawdopodobniej będzie. Nie zniknie tylko dlatego, że nie chcemy jej widzieć. Ryzyko dramatów zmniejsza się, gdy w porę zareagujemy na bolączki młodzieży. A najlepszy i długofalowy efekt daje odbudowanie więzi w rodzinie i przywrócenie zaufania dzieci do osób dorosłych. I właśnie tym na co dzień zajmuję się w gabinecie w pracy z rodzinami.
Julia Skibińska – psycholog, psychoterapeutka systemowa, członek Sekcji Naukowej Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Na co dzień pracuję z dziećmi, młodzieżą, dorosłymi i rodzinami w Centrum Terapii Rodzin Całe Plemię

